Telefony w mojej głowie - czyli Klient ma zawsze rację...

Wspomnienia z 1998 roku..

 

Dwa lata temu wszystkie systemy przechodziły z wersji 7.10 na wersję 7.30. W przypadku systemu FK wiązało się to z konwersją bazy. Napisano – a jakże – konwerter, który miał taką miłą cechę, że czasem się zawieszał. Klienci nasi widzieli na ekranie tylko numery konwertowanych rekordów jako jedyny objaw działania programu.

 

Zaowocowało to dość dziwnymi telefonami:


- „Dzień dobry, ja chciałem się zgłosić, że mi stanęło na 158 rekordzie.”

I przy odrobinie szczęścia można było się załapać na odpowiedź:


- „Rozumiem. Że to duża radość, ale czy aż trzeba tak publicznie się chwalić?”.


Rozmawiałam też z Panią, która zarzuciła mi, że ktoś jej zabrał polskie litery z drukarki. W najlepszej wierze zażartowałam, że „- Tak, tak, mam tu na biurku jakieś polskie litery”. Pani przyjęła sprawę poważnie i kazała sobie je odwieźć. Nawet sobie nie wyobrażacie, ile mnie kosztowało odkręcenie tego żartu.


Kiedyś chciałam się upewnić, czy moja rozmówczyni zna NORTON COMMANDER-a. Zadałam zatem proste pytanie: „Czy zna Pani Nortona?”. Padło zdecydowane „- Nie”. Po czym Pani najwyraźniej chcąc się upewnić, że nie błądzi w swojej koncepcji spytała dodatkowo „- A czy to był ktoś od Was? No, jakiś wdrożeniowiec?”.  

Ale cos się dziwić zwykłemu użytkownikowi.. Kiedyś wystosowałam oficjalne pismo do naszych sieciowców, że nasze programy „Nie psują napędów i nie gwałcą sekretarek. Przyczyn popsutych dyskietek i ciężarnych sekretarek należy poszukać poza systemami TETY.” Rzecz miała miejsce na zebraniu kierowników zespołów i są na to świadkowie.

 

Źródło: TETA Gazeta - Wspomnienia z 1998 roku... Anna Podsiadły

 
« poprzedni artykuł
Advertisement
Advertisement