| Jesteśmy królikiem doświadczalnym |
|
Ze Stanisławą Filejską, od 1995 roku Główną Księgową w TETA SA – rozmawiały Agata Gąsiorowska i Anna Pełka
To był właściwie przypadek. Pracowałam w firmie budowlanej, w której korzystaliśmy z systemu finansowo-księgowego TETY. Wcześniej podczas poszukiwań systemu zetknęłam się z Panią Aliną Janczak ówczesnym Dyrektorem Handlowym w TECIE. I po pewnym czasie pani Alina zwróciła się do mnie z pytaniem, czy nie chciałabym pracować w TECIE, bo poprzednia główna księgowa chce odejść. Przyszłam na rozmowę. No i od marca, albo kwietnia, już nawet nie pamiętam, zaczęłam pracować na stanowisku głównej księgowej.
A pierwsze takie skojarzenie z TETĄ? Co panią zdziwiło lub zaskoczyło? Oj wszystko mnie zdziwiło i zaskoczyło. Może dlatego, że poprzednia księgowa ostrożnie podchodziła do informatyki. Zdziwiło mnie to, że faktury sprzedaży są wprowadzane ręcznie, wklepywane dosłownie tak jak faktury zakupowe.
…i to w firmie produkującej systemy informatyczne… ..tak.. zdziwiło mnie też, że pracownicy nie wypełniają odpowiednich dokumentów, tylko uzupełnia je za nich główna księgowa. Można powiedzieć, że poprzednia księgowa bardzo rozpieszczała pracowników. Tylko, że wtedy firma coraz szybciej się rozwijała – w 1995r. było już zatrudnionych ponad 50 osób, i ta liczba stale rosła. I nie sposób było prowadzić w ten sposób dokumentacji firmy.
Jakie nowe porządki Pani wprowadziła na samym początku? Na samym początku pracownicy zaczęli wypełniać dokumenty, które wypełniać powinni. I to była dość bolesna rewolucja – pracownicy nie mogli się przestawić na nowe zasady, nie podobało się im to. Pomału, pomału drogą perswazji, w końcu się udało, zrozumieli, że tak musi być. I już. Potem poprosiłam prezesa, by wdrożono w księgowości możliwość bezpośredniego przekazywania danych z pozostałych systemów do systemu FK.
Bo wtedy już pracowaliśmy na swoich własnych systemach? Tak, używaliśmy systemu obsługa sprzedaży, systemu finansowo-księgowego i środki trwałe. I te wszystkie systemy funkcjonowały w firmie, tylko niezależnie – poprzednia główna księgowa nie zdecydowała się na ich połączenie, mimo, że było to możliwe. Trzeba było ręcznie dane wprowadzać do systemu FK. Przyszedł czas na zmiany – pomalutku, najpierw jeden system się podłączyło, potem drugi… Oczywiście wymagało to długiego siedzenia w pracy – od siódmej do siódmej. Ja ciągle powtarzałam swoim dziewczynom – że miesiąc, dwa musimy jeszcze wytrzymać i będzie dobrze. Bo wtedy już wszystko będzie szło automatycznie, nie trzeba będzie niczego wprowadzać dwa razy. One nie wierzyły – mówiły, że to nie jest możliwe, żeby było lepiej. Ale się udało. Często słyszę, że nie lubię nowości, ale to nieprawda. Nie jestem przeciwna innowacjom, tylko te innowacje nie mogą być same dla siebie. Nie może być tak, że programista, czy też wdrożeniowiec pokaże nam jakiś wodotrysk, coś co ładnie wygląda, tylko to musi usprawniać moją pracę. Bo inaczej to jest bez sensu.
Czyli tak naprawdę, można wysnuć wniosek, że nasz dział księgowości miał bardzo duży wpływ na rozwój naszych systemów. Takie właśnie są założenia - zawsze byliśmy pierwszym testującym nowe wersje, czy całkiem nowe oprogramowanie. Oczywiście pod warunkiem, że to nowe oprogramowanie spełnia minimalne wymagania – nie ma miejsca na błędy przy koniecznych deklaracjach i zestawieniach. W zasadzie zawsze byliśmy pierwszym królikiem doświadczalnym, jeżeli chodzi o nasze systemy. Jest to czasem bardzo uciążliwe, bo często trzeba pracować na dwóch równoległych rozwiązaniach.
Który moment we wdrożeniu jest zawsze najtrudniejszy? Najtrudniejszy jest ten moment, gdy zainstaluje się system, przeniesie się jeden do jednego wszystkie informacje i potem trzeba porównać, czy to co zostało wgrane działa prawidłowo – bo zdarza się, że np. w nowym systemie nie można wydrukować pewnych zestawień, nie można definiować pewnych rzeczy. Czyli nie działa dobrze to, co normalnie się wykorzystuje podczas codziennej pracy. A jeżeli to nie działa, to wtedy mamy strach w oczach, bo nie wiadomo, czy wprowadzać dane równolegle do dwóch systemów – do starego i do nowego, czy zostać przy starym, a tamtą wersję niech poprawiają programiści.
Czyli firma TETA sama wszystko na sobie przećwiczy, zanim to wdroży u klienta? Takie jest założenie. U nas nie występuje tak dużo problemów jak np. w firmach produkcyjnych, czy w potężnych firmach, które mają bardzo skomplikowany proces produkcji czy obieg dokumentów. Pewnych problemów u nas po prostu nie ma. Ale wiele rzeczy podstawowych, w zakresie których system powinien spełniać oczekiwania służb księgowych, tudzież zarządów firm, to na pewno jesteśmy w stanie wyłapać. To są standardowe rzeczy, które się zawsze robi, i wiadomo, że one się nie zmieniają. I jeżeli to one nie działają, to ja już nie chcę myśleć, co jest dalej. Dlatego, jak tu coś nie działa tak jak powinno, to wiadomo co robię – otwieram szeroko buzię i nie bawię się w dyplomację.
No tak, klient wewnętrzny jest zawsze najbardziej wymagającym klientem… Wydaje się, że zwyczajna uczciwość polega na tym, żeby nikogo nie wprowadzać w błąd. Jak my zaakceptujemy i powiemy, że tak – super wszystko działa, to wszyscy są przekonani, że przynajmniej w podstawowym zakresie wszystko jest w porządku. Wdrożeniowiec jedzie w przekonaniu, że działają te wszystkie rzeczy, no a potem u klienta się okaże, że się wszystko rozjechało.
Pani Staszko, a co Pani uważa za swój największy sukces jako głównej księgowej? Mój największy sukces – to ugruntowanie pozycji działu Księgowości, uświadomienie ludziom, że to normalna, integralna część firmy. Ja wiem, że czasem pracownicy się na mnie denerwują, bo jestem w pewnych kwestiach nieubłagana i bezkompromisowa. Ale ja zawsze powtarzam, że księgowy nie jest od tego, żeby go lubili, tylko, żeby wszystko grało.. Ważne jest również, że Zarząd słucha tego co mówię – głównie o konsekwencjach podatkowych decyzji, które mają podjąć zarządzający.
Czy jest coś co się nie udało? Czego można żałować, jakaś porażka. Było coś takiego? Kontrola UKS w 2001r. Bardzo dużo nerwów mnie to kosztowało. Wiele spraw, które inspektorzy uznali, że są źle zrobione wygraliśmy przed sądem. Oby to się nigdy nie powtórzyło.
Pani Staszko – a co pani sobie najbardziej ceni w pracy w TECIE? Rodzinna atmosferę. Dobrą rodzinną atmosferę. Jak w dobrej rodzinie. Bo są rodziny, gdzie ta atmosfera nie jest najlepsza.
Ciekawe czemu wszyscy tak twierdzą… Powiem tak – są takie momenty, w których człowiek bardzo dużo z siebie wkłada w swoją pracę, często kosztem życia prywatnego. Ale robi to, bo tak trzeba w danym momencie, bez żadnego tam narzekania, że za dużo pracuję, że za dużo poświęcam. I tak się dzieje dlatego, że po pierwsze – lubię to co robię, a po drugie – przełożeni starali się docenić wkład pracy księgowości. A z ludźmi z innych działów? Raz krzykiem, raz śmiechem, raz dowcipem, no i jakoś to leci.
Pani Staszko, a wizja firmy tak za dziesięć lat, jak to będzie wyglądać, jak Pani myśli? Wydaje mi się, że firma powinna iść dalej w kierunku w jakim idzie. A my powinniśmy kłaść nacisk na to, żeby robić to co w ramach działalności i obowiązków do nas należy.
A co Pani Staszko jest wg Pani największym atutem firmy? Wydaje mi się, że dobra współpraca między ludźmi. Tutaj ludzie chętnie się dzielą swoją wiedzą, swoim doświadczeniem, które zdobywają u Klienta, wzajemnie się od siebie uczą - ja miałem taki przypadek, a ja miałem taki.. Wydaje mi się, że nie ma w TECIE takiego wyścigu szczurów, że nie ma negatywnej konkurencji, że ja musze być lepszy za wszelką cenę od innych. I jeden drugiemu stara się pomóc. W tym widzę sukces firmy. I chciałabym, żeby się to nie zmieniło, żeby ludzie nadal chcieli ze sobą współpracować, bo taka wymiana doświadczeń powoduje, że ludzie się szybciej i lepiej rozwijają. |


Pani Staszko jak to się stało, że Pani zaczęła pracować w TECIE?

