| Mam w sobie taką pasję naprawiacza |
|
Z Romanem Rybotyckim, Projektantem w Zespole Programistów TETA Biznes Partner, najstarszym stażem pracownikiem (od 1988) – rozmawiała Anna Pełka
W zasadzie to był przypadek, bo to było moje trzecie miejsce pracy. Zaraz po studiach rozpocząłem pracę w Instytucie Komputerowych Systemów Automatyki i Pomiarów. Potem zmieniłem ją na lepiej płatną w Ośrodku Informatyki Medycznej w Urzędzie Wojewódzkim. Nowe wyzwania, ciekawe doświadczenia. No a potem dowiedziałem się, że powstaje taka firma jak TETA – moi koledzy z roku znali założycieli firmy. Przeszedłem rozmowę i po raz kolejny wybrałem lepsze zarobki. Zatrudniłem się 1 kwietnia 1988 roku.
I od początku zajmowałeś programowaniem? Tak, zajmowałem się tym od samego początku. A to w tamtych czasach było prawdziwe wyzwanie. To była zupełnie inna rzeczywistość. Wtedy komputer, który miał 640kb pamięci i dysk 20 MB był uważany za super maszynę, a w firmach praktycznie nie istniały instalacje sieciowe. To były właściwie same nowe rzeczy dla wszystkich – a komputeryzacja przedsiębiorstw była wtedy bardzo nowoczesną wizją.
Czy wyobrażałeś sobie wtedy, że to może będzie wyglądało tak jak teraz? Nie mówię tu o firmie, tylko o technologii. Wtedy w ogóle się nad tym nie zastanawiałem. No można było mieć śmiałe wyobrażenia, bo wtedy, właściwie do samego początku następował błyskawiczny rozwój informatyki – to od początku była prawdziwa rewolucja. Cokolwiek, by się nie pojawiło, to przerastało wcześniejsze wyobrażenia. Choćby mikrokomputery – na studiach pracowaliśmy na takich potężnych szafach, jeden komputer rzadko mieścił się w jednym pomieszczeniu – no a czas pomiędzy awariami rzadko bywał dłuższy niż 2 godziny. A gdy zapuszczaliśmy kompilację, to szliśmy na obiad. Taka to była rzeczywistość, a potem nagle wszystko się zmieniało. I tak jest do tej pory – to co się dzieje w tej chwili też nas ciągle zaskakuje.
A Twoje pierwsze skojarzenie związane z TETĄ, które Ci przychodzi na myśl, gdy sięgasz pamięcią prawie 20 lat wstecz? Dwadzieścia lat temu pracowało się zupełnie inaczej. Gdy po studiach zatrudniłem się w pierwszej firmie, to poczułem się tak jak by mnie ktoś wsadził do więzienia. To był państwowy zakład pracy, człowiek siedział przykuty do biurka przez osiem godzin, właściwie bez możliwości przerwy. Ja wtedy paliłem papierosy, i w tej pracy jeszcze bardziej się rozpaliłem – bo jedynym powodem, dla którego można było odejść od biurka, to było właśnie wyjście na papierosa. Ten pierwszy rok pracy był dla mnie bardzo trudny, nie potrafiłem zaakceptować reżimu takiego typu. Ale wtedy właśnie takie były oczekiwania pracodawców. Natomiast wszystko się zmieniło, gdy trafiłem do TETY. TETA była firmą nowoczesną, dlatego że była firmą prywatną – a wtedy dopiero pojawiały się pierwsze spółki prywatne. W TECIE był zupełnie inny styl pracy – na początku właściwie pracowaliśmy w domu Jeśli ktoś miał własny komputer, a ja szczęśliwie miałem, to dawało olbrzymią swobodę. To, że mogłem pracować wtedy kiedy chciałem, było dla mnie wygodnie. Dla programisty jest bardzo ważne, by mieć pewną swobodę pracy. Bo są takie momenty, kiedy człowiek jest w złej kondycji, że lepiej, by nie pisał kodu, bo potem długo trzeba to naprawiać.J
Jak Ty patrzyłeś na te wszystkie zmiany, które zachodziły w TECIE? Zmieniało się wiele. I w samej organizacji firmy, i w tym jak obsługiwaliśmy klientów. Oczywiście wynikało to z tego, że nasi klienci stawali się coraz bardziej wymagający, mieli coraz większe oczekiwania i firma musiała na to odpowiedzieć. A to powodowało, że musieliśmy zmieniać odpowiednio swój styl pracy, czasem technologie. Zmieniały się siedziby, zmieniali się ludzie. Na początku pracowaliśmy we własnych mieszkaniach, a siedziba TETY była w przyziemiu na ulicy Tenisowej. No i tam była taka malutka salka, w której stały dwa komputery i drukarka. A później kolejne zmiany – kolejne siedziby – biura na Sądowej, Sienkiewicza, Fabrycznej. Na Sądowej mieściliśmy się początkowo na niższych piętrach, potem to już była cała kondygnacja na strychu. Późniejsze siedziby to już profesjonalne i przestronne biura.
Na początku to i programowaliście, i obsługiwaliście klientów, i wdrażaliście. Czy jakiś klient utkwił Ci szczególnie w pamięci? Byliśmy prawdziwymi omnibusami – na początku robiliśmy wszystko – od negocjacji po projektowanie, a potem wdrażanie systemu. Takim pierwszym klientem, z którym miałem kontakt to była Żegluga na Odrze. Brałem czynny udział w projektowaniu systemów dla nich. Pamiętam głównie dwa systemy – jeden napisałem od początku do końca – to był System Paliwa. Drugi, był bardziej skomplikowany, miał umożliwić administrowanie i zarządzanie barkami. To był system, w którym ewidencjonowano wszystkie barki, pełny ładunek, i miejsce gdzie one docierają. Miałem wtedy bardzo bliski kontakt z tą firmą. I to było bardzo sympatyczne. Ludzie byli pod wrażeniem komputerów i możliwości, które dawały. I cokolwiek by się nie zrobiło, to było to dla nich bardzo interesujące i ciekawe. To była bardzo sympatyczna współpraca, ponieważ wszyscy byli nastawieni pozytywnie.
A później? Później nie miałem już takich bliskich kontaktów z innymi klientami, ponieważ zajmowałem się przede wszystkim oprogramowaniem narzędziowym – nie byłem już na pierwszej linii frontu, nie współpracowałem już tak ściśle z Klientami. Oczywiście, czasem to się zdarzało, gdy pojawiała się jakaś poważna awaria i trzeba było wszystko zdiagnozować na miejscu, u Klienta. No i to stało się w pewnym sensie moją pasją – poczułem w sobie taką pasję naprawiacza. A im większe wyzwanie, tym to jest dla mnie bardziej atrakcyjne. Pod tym względem to sobie bardzo chwalę swoją pracę, bo ona cały czas z mojej strony wymaga dużego wysiłku intelektualnego i rozwiązywania problemów, które na pozór wydają się nie do rozwiązania. Właśnie to było zawsze dla mnie w tej pracy najbardziej pasjonujące.
I to Cię tak trzyma w tej pracy? Prawie 20 lat? No tak, to mnie właśnie trzyma. Na początku tak jak mówiłem, najważniejsza była kwestia finansów. Potem praca w TECIE stała się rzeczywiście dla mnie na tyle atrakcyjna, że nie poszukiwałem już nic innego. A rzeczą, która jest tak naprawdę najsympatyczniejsza w TECIE – to są ludzie. Właściwie cały czas ma się kontakt z ludźmi, no i zawsze było, może z małymi wyjątkami, bardzo sympatycznie. TETA miała szczęście do wyjątkowych i sympatycznych ludzi J
Czy uważasz jako taki długoletni pracownik, że miałeś wpływ na to jak teraz firma wygląda? Na pewno. Wydaje mi się, że szczególnie w tym okresie początkowym sukces firmy zależał od każdego kroku, który się wykona. Oczywiste jest to, że początki każdej firmy są takie, że jedna, czy dwie porażki powodują, że się firma rozlatuje. Wszyscy musieliśmy ciężko pracować, dokładać swoją cegiełkę. Były też takie momenty zwrotne, kiedy firma dostawała gwałtownego przyspieszenia dzięki różnym wydarzeniom, dziejącym się w gospodarce. Ale najważniejsze było jak firma odpowie na takie wyzwania. Takim ważnym momentem była np. denominacja, która bardzo nakręciła koniunkturę firmom informatycznym w Polsce. Pamiętam, że wtedy w TECIE nastąpiła taka powszechna mobilizacja. Pamiętam, że był taki moment, kiedy siedziałem na hot-line, czy wyjeżdżałem do klientów, ponieważ firmy masowo wymieniały oprogramowanie właśnie w związku z denominacją. Wszyscy wtedy jeździli do klientów. Tak, to było dla firmy ogromne wyzwanie.
Czego najbardziej żałujesz, gdy patrzysz za siebie? Jedna rzecz mi przychodzi do głowy. Na początku zaoferowano mi, abym wszedł do firmy jako współudziałowiec. W tym czasie moja żona dość ciężko zachorowała i wtedy jakoś nie w głowie mi były takie rzeczy. Ale z perspektywy czasu, mogę powiedzieć: szkoda…
Kogo możesz zaliczyć do najważniejszych dla Ciebie osób w firmie? Chciałbym w tym miejscu wspomnieć Staszka Mazgaja. To był wyjątkowy kolega i pracownik. Stachu – tak najczęściej się do niego zwracaliśmy, był osobą bardzo uczynną i odpowiadał niezawodnie na każdą prośbę o pomoc, czy to w sprawach zawodowych czy innych. Pamiętam jego słynne wyjścia z pracy, które czasem trwały około godziny. Pamiętam Stacha ubranego w kożuch i ciągle piszącego (w pozycji stojącej) coś na klawiaturze, bo ktoś zadał mu pytanie lub o coś poprosił, a jak zadzwonił telefon to Staszek rzucał krótkie „jak to moja stara, to już wyszedłem”. Pamiętam relację woźnej ze szkoły do której chodziły nasze dzieci, która wspominała Staszka jako osobę która wszystkim pomagała. Staszek był człowiekiem przez duże C.
Czy pamiętasz coś szczególnie zabawnego? Zabawnych rzeczy to było mnóstwo. Tego było tak dużo, że tak naprawdę większość z nich to już zresetowałem. Tak na co dzień środowisko informatyczne jest postrzegane jako taka grupa dziwaków. I coś w tym jest – my sami sobie dostarczamy wiele powodów do śmiechu, a niezależnie od tego kontakt z Klientami powoduje kolejne zabawne zdarzenia. Pamiętam, że kiedyś jeden z Klientów przesłał do nas zgłoszenie, na piśmie zresztą, dotyczące wielkości kursora. I ten klient chciał, żeby zmienić wielkość kursora.. I jako argument podał, że mu się degeneruje organ wzroku. J
Twoja wizja firmy za 10 lat. Jestem optymistą i pozytywnie postrzegam zmiany związane z zarządzaniem w TECIE. Mam racjonalne podstawy, by sądzić że firma bardzo się rozwinie, bo w zasadzie wszystko wskazuje na to, że tak właśnie będzie. Mam nadzieję, że wykorzystamy tę koniunkturę, która w Polsce się stwarza – bo Polska jest w tej chwili na szybkiej ścieżce rozwoju.
No i tak jeszcze podsumowując – czym tak naprawdę jest dla Ciebie TETA – co w tej firmie jest najważniejsze? To, co jest cenne dla każdego człowieka. Kiedyś się nad tym zastanawiałem – co jest cenne, co jest najważniejsze, czego ludzie najbardziej potrzebują? I nic bardzo oryginalnego nie wymyśliłem – ale zdaje się, że to czego człowiek najbardziej potrzebuje, to jest szacunek od innych ludzi. Wydaje się, że atmosfera w TECIE daje taki komfort. Można tutaj w sposób swobodny funkcjonować, w normalny sposób pracować i mieć normalne relacje z ludźmi. I dopóki tak będzie, to wydaje mi się, że firma będzie się rozwijać – bo człowiek spędza więcej czasu ze współpracownikami niż z rodziną. Siłą rzeczy tworzą się relacje, nawet czasem bardzo głębokie, i dzieje się to właściwie mimowolnie |


Jak to się wszystko zaczęło? Skąd się wziąłeś w TECIE? 
