TETA to nie tylko moja praca - to pasja

 

 

 Z Jerzym Krawczykiem, od 2002 roku Prezesem firmy TETA SA – rozmawiały Agata Gąsiorowska i Anna Pełka

 

Zacznijmy od tego jak to się stało, że zacząłeś pracę w TECIE?

Zaczęło się dość trywialnie – skontaktowała się ze mną firma headhunterska, przeszedłem pierwszą selekcję i kolejne etapy rekrutacji, no a potem rozpocząłem pracę.

 

No ale to była rekrutacja na stanowisko dyrektora finansowego?

Tak, de facto tak. Ale zanim zakończyliśmy rozmowy, i nim udało się nam porozumieć w sprawie ostatecznych warunków pracy na tym stanowisku, zmieniły się okoliczności. TETA znajdowała się wtedy w dość skomplikowanej sytuacji – w trakcie mojej selekcji przewinęło się dwóch różnych prezesów. I jak rekrutacja się skończyła, to pojawiło się wolne miejsce związane z zarządzaniem... Przedstawiciel ówczesnego głównego udziałowca Enterprise Investors zaproponował mi pracę na stanowisku prezesa, a ja się zgodziłem.

 

Zarządzasz już 5 lat firmą. Co było dla w tym czasie największym wyzwaniem?

Trudno jest wskazać takie jedno największe.. Ale jak tak się dobrze zastanowię, to wydaje mi się, że jednak największym wyzwaniem było dla mnie zrozumienie specyfiki działania takiej firmy jak TETA. Szczególnie specyfiki pracy informatyków i programistów. Pewnie wciąż nie do końca jeszcze wszystko rozumiemJ. Bo pozostałe to mniejsze i większe wyzwania z zakresu zarządzania, czy wiedzy ogólnobiznesowej, którą można zastosować w określonej sytuacji. Natomiast czynnik ludzki był dla mnie, i tak naprawdę wciąż jest największym wyzwaniem i najbardziej skomplikowanym zagadnieniem.

 

A jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie z firmą, Twoje pierwsze wspomnienie? Pierwsze wspomnienie – to fajny zespół ludzi. Sympatyczna, mimo ciężkiej wtedy sytuacji, fajna atmosfera w pracy. Po prostu normalni ludzie.

 

Co uważasz za swój największy sukces?

Myślę, że swój największy sukces to ja mam ciągle jeszcze przed sobą. Natomiast do takich znaczących sukcesów niewątpliwie mogę zaliczyć to, że jesteśmy spółką giełdową. To jest naprawdę duży sukces, zwłaszcza gdy pomyślimy o miejscu, z którego startowaliśmy. No i jeszcze to, że udało się nam dużo poprawić od strony wyników finansowych, zachowując jednocześnie ludzką twarz firmy i organizacji.

 

A co uważasz za swoją największą porażkę?

Zastanawiałem się nad tym… Myślę, że szczęśliwie jakiejś takiej spektakularnej, wielkiej porażki nie było… Natomiast patrząc z dzisiejszej perspektywy i doświadczenia, myślę, że kilka rzeczy zrobiłbym inaczej. Pewne zmiany organizacyjne mogłyby być dokonane wcześniej. Szczególnie te, które były dobre. I myślę, że pewnie niektórych ludzi trochę bym inaczej teraz dobrał.

 

A najzabawniejsze skojarzenie jakie masz z TETĄ?

Na myśl przychodzi mi jedna rzecz, nad którą się często zastanawiam, pierwsza myśl, która się pojawiła gdzieś w drugim, czy trzecim roku mojej pracy. – Cokolwiek, by nie zostało wymyślone, to na pewno już w TECIE było. Każde rozwiązanie, które dotyczy np. zmiany organizacji firmy – na pewno było. To mnie tak czasem rozbraja – człowiek się tak namęczy, coś fajnego wypracuje, i po przedstawieniu projektu w odpowiedzi usłyszy – no nie, tak to już u nas było... I tak naprawdę, to trudno jest wymyślić coś, czego w tej firmie jeszcze nie było…

 

A może coś zabawnego związanego z Klientem?

Z Klientem, to raczej zabawnie nigdy nie jest. Z reguły jeżdżę na bardzo ważne spotkania z klientami, które są mało zabawne i wszyscy są bardzo poważni.

 

Chociaż zdarzają się ciekawe sytuacje, po czasie nawet dość zabawne. Kiedyś pojechaliśmy podpisać umowę, która już od kilku miesięcy była negocjowana. Obie strony miały tylko złożyć swoje podpisy. Umówieni byliśmy na godzinę piętnastą. Przyjechaliśmy zatem TYLKO podpisać, ale Klient postanowił jeszcze delikatnie ponegocjować. O godzinie jedenastej wieczorem, po ośmiu godzinach negocjacji, prawnik drugiej strony powiedział – no to teraz dajcie tą instrukcję, która stanowi załącznik do umowy, będziemy ją przeglądać. I to już nas całkiem rozbroiło.. No ale udało się – rozmowy zakończyły się sukcesem. Około drugiej w nocy – skończyliśmy negocjacje, podpisaliśmy kontrakt. No i dzisiaj klient jest bardzo zadowolony. To było bardzo ciekawe doświadczenie – pojechaliśmy nastawieni na złożenie swoich podpisów, i na to, że zaraz wracamy do Wrocławia, a tu wielogodzinne rozmowy.

 

No a jakieś takie najbardziej przyjemne, najbardziej wzruszające wydarzenie.. Coś co Cię zaskoczyło, poruszyło?
Tak naprawdę to bardzo ciężko jest mnie zaskoczyć. Muszę pomyśleć, czy było coś takiego co mnie naprawdę zaskoczyło...

 

Może spotkanie z Billem Gatesem.. No masz zdjęcie na ścianie.. No mam zdjęcie.. Czy ja wiem, czy mnie to naprawdę zaskoczyło?

Nie, to nie to. Generalnie najbardziej zaskakujące było to, że ludzie pamiętali o mojej pierwszej rocznicy pracy w TECIE. Bardzo sympatycznie mnie to ujęło – że pamiętają, że zwracają uwagę na takie rzeczy.

 

Firma się rozwija, jesteśmy na giełdzie, tworzymy grupę kapitałową – czy według Ciebie organizacyjnie powinniśmy podążać w stronę korporacji, czy też zostać taką firmą jak teraz, z rodzinną atmosferą?

No rodzinną firmą to my nie jesteśmy. Firma rodzinna kojarzy się z tym, że czasami wybacza się brak profesjonalizmu – bo się przecież tak długo znamy... Wydaje mi się jednak, że nieuchronne jest to, że firma będzie ewaluowała w stronę typu korporacyjnego. Ale mam nadzieję, że nigdy tam nie dojdzie. Że te istniejące relacje pomiędzy wszystkimi szczeblami zarządzania w TECIE będą zachowane i że dobro firmy i atmosfera pracy będą ważniejsze niż wszystkie procedury i instrukcje. Myślenie wyłącznie o sobie, o swoich awansach, podkopywanie się nawzajem – tego u nas nie ma i to, że tego nie ma, jest najlepsze w całej atmosferze firmy. A takie zjawiska często w korporacjach się zdarzają. I chciałbym, żeby jak najdłużej ten klimat, ta kultura organizacyjna, która mamy dzisiaj, utrzymała się. Aczkolwiek będziemy rosnąć i będzie coraz trudniej. Najważniejsze jest jednak to, że my jesteśmy przekonani o prawidłowości naszych wzorców i będziemy się starali je zaszczepiać nowym pracownikom.

 

W jakim kierunku firma powinna iść dalej? Twoja wizja firmy za kolejne 10 lat.

Jak widzę firmę w dłuższej perspektywie? Myślę, że będziemy grupą kapitałową. Taką prężną organizacją działającą w segmencie średnich przedsiębiorstw, z niezłymi wynikami finansowymi, i z dużym potencjałem na dalszy wzrost.

 

Co Twoim zdaniem jest największym atutem firmy?

Ludzie, których zatrudniamy. Że są tacy rozsądni w większości J

 

A jakie osoby są najważniejsze dla Ciebie w firmie?

To bardzo trudne pytanie. Tak naprawdę, to myślę, że po długim czasie dojrzeliśmy jako firma do tego, by pracować tylko z ludźmi, z którymi chcemy pracować i z takimi, którzy wnoszą do firmy wartość dodaną. I tak naprawdę z tej perspektywy wszyscy mają udział w tym, co się w TECIE dzieje. I w tym, że firma w takim lub innym wymiarze odnosi sukces. I tak właśnie teraz jest, że zarówno kadra menedżerska, jak i generalnie organizacja jest tak dobrana, że w TECIE pracujemy tylko z ludźmi, z którymi chcemy pracować.

 

Gdybyś miał nieograniczone możliwości finansowe, to co byś zmienił w firmie?

Jest wiele rzeczy, które chcielibyśmy zmienić. Natomiast to, że ich nie zmieniamy wynika bardziej z tego, że mamy wrażenie, że się tego nie uda zrobić, bądź też jest to obarczone dużym ryzykiem. Bo tak naprawdę to nie finanse nas ograniczają, ograniczają nas uwarunkowania zewnętrzne. To, że jesteśmy spółką giełdową powoduje to, że musimy dużo bardziej ostrożnie dobierać nowe projekty inwestycyjne. To niewątpliwie ma wpływ na poziom innowacyjności – to że co kwartał musimy pokazać, że realizujemy prognozy i robimy dobry wynik finansowy. I to właśnie powoduje, że nasze horyzonty inwestycyjne, czy agresywność pomysłów musi być trochę ograniczona i bardzo racjonalna. Musimy jeszcze baczniej przyglądać się temu co robimy.

 

I ostatnie pytanie.. czym tak naprawdę jest dla Ciebie ta firma?

Z pewnością nie tylko miejscem pracy. Generalnie trudno, żeby firma była tylko miejscem pracy. Spędzamy tutaj bardzo dużo czasu. A to powoduje, że po pewnym okresie, zwłaszcza kiedy jest sympatyczny zespół ludzki, grono znajomych, z którymi się spędza czas wolny zaczyna się ograniczać do ludzi, w ten czy inny sposób, związanych z firmą,. To przenikanie jest bardzo mocne. Czasem sam sobie zadaję pytanie, czy to jest normalne, że weekend spędzam z ludźmi, z którymi pracuję cały tydzień. Ale z drugiej strony, to jest właśnie efekt tego, że się pracuje razem, i że jest dobra atmosfera w pracy, no i potem też chce się spędzić czas wolny razem. Pojawia się przywiązanie. I firma nie jest już tylko miejscem pracy. Jest niewątpliwie ważnym elementem życia. Można nawet powiedzieć, że jest pasją.

 

 
Advertisement
Advertisement